Select Page

Baja Inter Cars – mokry poligon na koniec sezonu

Baja Inter Cars – mokry poligon na koniec sezonu

Deszcz tylko… podgrzał emocje, panujące na Baja Inter Cars. Jako że to rajd kończący sezon cross country, zawodnicy walczyli o laury w większości kategorii. Wymagające odcinki na poligonie w Żaganiu sprawiały, że rozum kazał zachować rozwagę, jednak serce podpowiadało ostrą walkę do ostatnich kilometrów – miejscami błotnistej – trasy.

 

Padający deszcz mógł dość mocno wpłynąć na rywalizację w Baja Inter Cars. Choć w niedzielny poranek trochę się rozpogodziło, to jednak położony na poligonie w Żaganiu odcinek Karliki (mierzący blisko 80 km i pokonywany dwa razy) krył wiele mokrych niespodzianek. Najtrudniejszy fragment trasy to licząca około 1,5 km prosta „czołgówka” z rowami wypełnionymi wodą. Na szczęście obyło się bez większych strat w sprzęcie – w końcu to rajd terenowy i zawodnicy niejedną próbę offroadową mają na koncie.

Druga z niedzielnych prób to odcinek Szprotawa – taki sam, jak podczas prologu. Było nieco bardziej mokro niż w sobotę, ale poza ochlapanymi wodą i błotem zgromadzonymi tu kibiców nikt nie mówił o problemach.

Niedzielne odcinki miały rozstrzygnąć o tytułach. Jadąca po swoje pierwsze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej mistrzostw Polski ekipa Marcin Łukaszewski i Magdalena Duhanik sukcesywnie powiększała przewagę, „oddając” konkurentom tylko krótką próbę w Szprotawie, a wygrywając obydwa niedzielne przejazdy odcinka Karliki. Nie oznacza to jednak łatwej wycieczki – jak komentował Marcin: „na pierwszy niedzielny przejazd odcinka Karliki chyba jako jedyni wybraliśmy opony szutrowe, co okazało się mało trafne – samochód mocno się ślizgał, już na pierwszym zakręcie wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Mimo to nie zmieniliśmy opon na drugi przejazd – po wychlapaniu i przeschnięciu wody jechało się już znacznie przyjemniej.” Zwycięstwo i tytuł Magda komentuje z entuzjazmem: „wciąż nie mogę uwierzyć – ostatnie lata, kiedy ocieraliśmy się o tytuł, nauczyły nas wiele pokory. Tym razem wszystko zagrało: samochód sprawował się znakomicie, trasa była trudna, ale świetnie oznaczona – nawet jak w pewnym momencie skleiły mi się wilgotne kartki roadbooka, łatwo było wychwycić błąd.”

Dodajmy, że odcinek Karliki, uznawany za tak trudny, miał też wiele szybkich partii – średnia prędkość zwycięskiej załogi to 85 km/h, a najwyższa zanotowana przez system śledzący GPS – około 190 km/h! Z ciekawostek warto wspomnieć też o zużyciu benzyny przez 5-litrowy silnik Forda Rangera, który w warunkach poligonowych potrzebował aż 90 l/100 km!

Świetna jazda Marcina i Magdy nie budzi wątpliwości, niestety Hummer Miroslava Zapletala i Bartosza Momota nie był całkowicie sprawny – jak wytłumaczył nam pilot: „już od drugiego odcinka pojawiły się problemy z mocą, samochód jechał na góra 70 proc. możliwości. Mechanicy sprawdzili co mogli, wymieniliśmy świece, ale nie znaleźliśmy przyczyny problemu. Nie udało się obronić tytułów mistrzowskich, ale trudno – takie są rajdy. Gratulujemy Marcinowi i Magdzie!” Załoga została sklasyfikowana na drugiej pozycji.

Problemów z autem nie miał Paweł Molgo, który – można powiedzieć – deptał Marcinowi i Magdzie „po piętach”. Załoga otrzymała jednak pół godziny kary za skracanie trasy. Nie zgodzili się z tą decyzją, twierdząc, że wybrany tor zgodny był z książką drogową i regulaminem. Zapowiedzieli złożenie odwołania do Głównej Komisji Sportu Samochodowego, co oznacza, że miejsca od drugiego (które by zajęli bez kary) do czwartego (na które spadli) mogą się zmienić.

Na 3. pozycji sklasyfikowani zostali zawodnicy jadący autem grupy TH: Krzysztof Antończak i Andrzej Mańkowski, zaś na 5. – zwycięzcy „seryjnej” grupy T2 Robert Kufel i Andrzej Dymurski.

Ciekawy pojedynek obserwowaliśmy również w Rajdowym Pucharze Polski Samochodów Terenowych. Walczący o zwycięstwo w tej kategorii Jacek Soboń pokazał klasę, wygrywając drugi przejazd Karlików o blisko 11 minut! To jednak nie wystarczyło, żeby odrobić karę 12 minut, jaką załoga Soboń/Jeneralski zainkasowała za spóźnienie. Nie był to jednak efekt błędu tylko skomplikowana naprawa dyferencjału. Wytłumaczył to odpowiedzialny za serwis rajdówki Mariusz Borowski: „ukręciła się półoś. Zdążylibyśmy usunąć usterkę w czasie serwisu, gdyby uszkodzenie półosi nie wystąpiło w najgorszym możliwym miejscu – tuż obok dyferencjału. Końcówka wpadła do obudowy przekładni i trzeba było wszystko rozebrać.” Jacek Soboń zajął drugie miejsce a tuż przed odbiorem pucharów powiedział: „mieliśmy dobre tempo i to jest najważniejsze, a warunki na trasie były naprawdę ciężkie – w otwartym samochodzie, w błocie szybko parują szyby i wszystko jest wilgotne, a to nie pomaga w szybkiej jeździe. Cieszę się, że udało się obronić tytuł. Mogę też zdradzić, że praktycznie wszystko jest już dograne i w przyszłym sezonie pojawię się w rajdówce z grupy TH w mistrzostwach Polski!”

Pierwsze miejsce w RPPST wywalczyli Adam Biliński z Arturem Jandą. Wysoko sklasyfikowano też najlepszą załogę z grupy S2 (auta zbliżone do seryjnych) – duet Dariusz Krzywkowski i Bartłomiej Krzywkowski zajął czwartą lokatę w klasyfikacji generalnej pucharu.

Najtrudniej na poligonie w Żaganiu mieli chyba jednak zawodnicy rywalizujący w Pucharze Polski w Rajdach Baja. To motocykliści, kierowcy quadów i załogi UTV. Tylko trzech śmiałków zdobyło się na odwagę by rywalizować z poligonem prowadząc motocykl. Z tego grona najlepszy okazał się Jacek Bartoszek. Zacięta rywalizacja toczyła się wśród kierowców quadów. Na trasie dominowały Can-Amy Renegade a czołową szóstkę na mecie dzieliło zaledwie kilka minut! Po zwycięstwo sięgnął Arkadiusz Lindner. W grupie pojazdów UTV trasę najszybciej pokonali Tomasz Białkowski i Dariusz Baśkiewicz (również Can-Am, ale Maverick).

Nasz Patronat

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress