Select Page

Advertisement

Bożenka i Kali: „Rumunia zachwyciła nas swoim pięknem”. Podsumowanie wyprawy

Bożenka i Kali: „Rumunia zachwyciła nas swoim pięknem”. Podsumowanie wyprawy

Pisaliśmy o ich przygotowaniach do majówkowej wyprawy do Rumunii. „Na gorąco” z trasy wrzucali nam swoje fotki i relacje. Minął miesiąc od ich powrotu. Czas na podsumowanie.

 

Bożenka i Kali jeżdżą Toyotą Land Cruiser KDJ 120 3.0 D4D, automat, rocznik 2007. Podróżowanie to dla nich nie pierwszyzna. W czerwcu ubiegłego roku skończyli podróż dookoła świata, którą wymarzyli sobie na podróż poślubną. Podczas tej wyprawy odwiedzili Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wietnam, Kambodżę, Singapur, Malezję, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, USA wraz z Hawajami, Kanadę, Portugalię, Hiszpanię. Ich włóczęga trwała dziewięć miesięcy.

 

Turystyka4x4.pl: Czy znaleźliście w Rumunii to na co liczyliście: piękne widoki, odludne miejsca?
Bożenka, Kali: Tak! Wspaniała, niczym nie zmącona natura wyłaniała się co chwila zza każdego zakrętu i pagórka, zachwycając nas swoim pięknem.

Wypad do Rumunii to weekendowa wycieczka czy jednak krótka wyprawa?
Wycieczka. Chodź bardziej absorbująca, niż się spodziewaliśmy. Dużo czasu spędzaliśmy w aucie, na off-roadzie. Mało na kempingowaniu.

Czy sprawdziły się wasze wyobrażenia o dłuższym wyjeździe off-roadowym?
Myśleliśmy, że będzie więcej wypoczynku i zwiedzania. Jeździliśmy w terenie 6-8 godzin. Na relaks nie zostawało zbyt dużo czasu. To było aktywne podróżowanie. Raj dla zapalonych off- roadowców!

Widzielibyście się na podobnym wyjeździe, ale dłuższym i trudniejszym? Gruzja, Kirgistan, Mongolia?
Tak, ale zorganizowalibyśmy go sami.

Jak wysoko dojechaliście w Rumunii?
Około 1800 m.n.p.m.

Była adrenalina?
Adrenalinka czasami była…

Co najbardziej dawało w kość? Zjazdy, podjazdy, kamienie, brody, błoto, pył?
Było wszystko, co wymieniłeś. Niektóre przejazdy wymagały większego skupienia. Możesz napisać: „Kali był uradowany i zachwycony. Bożenka często piszczała z obawy o autko i swoje dalsze losy po ewentualnym ugrzęźnięciu gdzieś w terenie.”

 

Mieliście jakiś rzeczywiście trudny moment na trasie? Użyliście sprzętu off-roadowego?

Kali: Auto sprawdziło się świetnie, przeszło nasze oczekiwania.
Bożenka: Raz zawisnęliśmy ?na brzuchu? w kałuży błota, ale była to wina Kaliego i jego rozkojarzenia…
Kali: Oraz źle dobranego toru jazdy. Pomógł kinetyk.

A inni… Jak radziła sobie grupa? Współpracowała? Był team spirit?
Grupa radziła sobie dobrze. Wszyscy sobie pomagali, chociaż ta pomoc rzadko była potrzebna. Większość starała się pilnować swoich kolegów za plecami tak, aby się nie zgubili. Uprzedzali przez radio, o przeszkodach na drodze.

Ile samochodów jechało w kolumnie?
Jedenaście.

Dość długa kolumna. Rozciągała się, rwała? Były korki?
Raczej byliśmy zwarci, z tendencją do rozciągania. Nikt się nie zgubił. Korków nie było. Nawet na granicach poszło sprawnie.

Nie przeszkadzało wam, że to jednak zorganizowany wyjazd, więc trochę dyscypliny, trochę uciążliwości wynikających z bycia w grupie?
Ten wyjazd po raz kolejny pokazał nam, że najlepszymi organizatorami naszych wypraw jesteśmy my sami. Chociaż Podróże4x4 stanęły na wysokości zadania, a nasz przewodnik Michał sprawdził się świetnie! Po prostu: po raz kolejny przekonaliśmy się, że największą frajdę sprawia nam podróżowanie we własnym tempie. Czasem lubimy gdzieś zboczyć lub w pięknym miejscu zatrzymać się na dłużej, a tu nie było takiej możliwości.

Udało wam się zintegrować z innymi załogami?
Tak. Zawarliśmy kilka znajomości. Niektóre może zostaną na dłużej.

Jak radzili sobie wasi znajomi, czyli ta druga para, która z wami wyruszyła z Warszawy?
Oni byli pasażerami i wytrzęsło ich za wszystkie czasy.

Czy tylko Kali siedział za kółkiem?
Bożenka: Prowadził tylko Kali, bo nie daje prowadzić swojego auta nikomu. Po drugie, nie lubi być pasażerem. Ta kombinacja sprawia, że przez zdecydowaną większość naszych wyjazdów, czy do sklepu, czy dookoła świata – za kierownicą jest Kali.
Kali: Bożenka nie jest jednak pokrzywdzona, bo to urodzony planista-pilot wycieczek, więc z przyjemnością skupia się na wskazywaniu tras i atrakcji. To jej żywioł! Na tym wyjeździe miała wolne, bo organizator zaplanował wszystko za nią.

Czy dużo złapaliście „rumuńskich klimatów”? Jak oceniacie wyjazd od strony turystycznej? Czy zainteresowały was miejsca, które zwiedzaliście?
Jak na tak krótki wyjazd, to turystycznie oceniamy go dobrze. Widzieliśmy wesoły cmentarz w Sapancie (unikatowy!). Zjechaliśmy do kopalni soli (niesamowita!). Zeszliśmy do jaskini lodowej oraz niedźwiedziej. Przejeżdżaliśmy przez urocze, stare wioski w górach z tradycyjną zabudową, gdzie czas zatrzymał się dawno temu. Mogliśmy podziwiać tradycyjne, rumuńskie domostwa i „pasterski lifestyle”.

Udało się wam nawiązać kontakty z lokalesami?
Z mieszkańcami mieliśmy kontakt tylko… pod sklepami. Niestety zabrakło czasu na nasze ulubione przycupnięcie na ławeczce i obserwowanie. Od rana do wieczora jeździliśmy off-roadowo. Właściwie możemy powiedzieć tylko o tym, co mogliśmy uchwycić zza szyby auta. Rumunów zapamiętamy jako miłych i uśmiechniętych ludzi, którzy często nam machali i byli zaciekawieni obecnością samochodów terenowych w ich wioskach.

A jak biwaki? Położenie, bezpieczeństwo…
Biwaki były w pięknych, dzikich miejscach oddalonych od cywilizacji, w których mieliśmy bezpośredni kontakt z przyrodą. Wieczorami codziennie były ogniska pod gwiazdami na bezchmurnym niebie. Było bezpiecznie. O słynnych rumuńskich niedźwiedziach krążyły tylko żarciki.

Widziałem waszą zabudowę w Toyocie i sądzę, że spało wam się wygodnie…
Tak!

A jak ocieniacie przygotowanie innych do „cygańskiego życia”?
Nie zaobserwowaliśmy żeby ktoś miał jakiekolwiek kłopoty. Raczej wszyscy wiedzieli, na co się piszą i byli przygotowani. Ciekawostką dla innych było tylko to, że spaliśmy w aucie, zamiast w namiocie. I zazdrościli nam trochę, że w aucie zamontowaliśmy sobie zasłonki.

Rozstawianie i zwijanie biwaku potrafi być dla wielu udręką, która przeciąga się do kilku kwadransów…
Cała grupa była dobrze zorganizowana i codziennie wyjeżdżała punktualnie o umówionej godzinie.

Zabraliście ze sobą prysznic, więc nie musieliście myć się w lodowatej wodzie z górskich strumieni. Grzaliście do niego wodę?
Prysznic i kabina do niego to super wyposażenie kempingowe. Po całym dniu jazdy w pyle i brudzie, możliwość wzięcia ciepłego prysznica z widokiem na dziką przyrodę – bezcenne! Wodę podgrzewaliśmy w rondelku i mieszaliśmy z zimną.

A jeżeli chodzi o sprzęt biwakowy… Coś dokupujecie? Coś wyrzucacie?
Kali: Z racji tego, że nie był to nasz pierwszy wyjazd biwakowy, to lista sprzętu jest kompletna i wszystko się sprawdziło. Dmuchana pufa stała się drugim, po prysznicu ulubionym gadżetem kempingowym Bożenki.
Bożenka: Kali często używał maczety. Przydała się w kilku sytuacjach, związanych z usuwaniem przeszkód na drodze.

Gotowaliście sami czy szukaliście restauracji?
Głownie – sami. Wzięliśmy weki z Polski. Jednak dwa razy zajechaliśmy do knajpy, aby skosztować lokalnych specjałów, w tym rumuńskiej zupy – ciorby, przegryzanej ostrą papryczką oraz mamałygi. Smakowały nam!

Jak oceniacie organizatora? Był pomocny Dobrze przygotował trasę, biwaki, zwiedzanie?
Oceniamy dobrze. Nasz przewodnik był pomocny w trasie i spisał się. Podpowiadał, jak przejechać trudniejsze odcinki. Wybierał zróżnicowane trasy. Zatrzymywał się, aby zrobić zdjęcia każdej załodze. Wybierał piękne miejsca na nocleg i towarzyszył nam przy ognisku do późnych godzin rozbawiając ciekawymi historiami.

Czy macie już następne plany wyprawowe?
Każdą wolną, dłuższą chwilę spędzamy gdzieś w drodze… Planów mamy sporo, ale nie będziemy na razie ich zdradzali.

Podobała wam się Rumunia. Planujecie tam wrócić?
Podobała nam się. Piękne krajobrazy, dzika przyroda, wspaniała pogoda. Wioski w górach, w których czas się zatrzymał. Jak z jakiejś baśni! Na pewno wrócimy na dłużej, aby przyjrzeć się dokładniej kulturze rumuńskiej i zobaczyć więcej atrakcji turystycznych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Strzałkowski

 

Czytaj też:

Przed wyprawą

Z trasy – cześć I.

Z trasy – część II.

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress