Select Page

Advertisement

Jedź z nami! Wielka majówka w Rumunii

Jedź z nami! Wielka majówka w Rumunii

Dwie pary. Dwa auta z napędem na cztery koła. Pierwszy raz na zorganizowanej wyprawie off-roadowej za granicą. Dwóch organizatorów. Jeden kraj – Rumunia. Jeden termin – wielka majówka.

 

Bożenka i Kali jadą Toyotą Land Cruiser KDJ 120 3.0 D4D, automat, rocznik 2007. Choć są pierwszy raz na takiej imprezie, podróżowanie to dla nich nie pierwszyzna. W czerwcu ubiegłego roku skończyli podróż dookoła świata, którą wymarzyli sobie na podróż poślubną. Podczas tej wyprawy odwiedzili Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wietnam, Kambodżę, Singapur, Malezję, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, USA wraz z Hawajami, Kanadę, Portugalię, Hiszpanię. Ich włóczęga trwała dziewięć miesięcy.

Marta i Adam jadą Dyskoteką „dwójką”. Land Rover trochę już po przejściach. Półtora roku temu trzeba było poszukać do niego nowego silnika. To pierwsza jego dłuższa wyprawa od tego czasu. Marta i Adam nie okrążyli świata, ale mogą zaimponować liczbą posiadanych aut. W ich stajni, oprócz „landrynki” jest zabytkowa Matra, Corvette’a c3. A ostatnio też Łada Niva. I jeszcze trzy „cywilne” auta. Pasją Adama jest żeglarstwo. Jego sezon na Bałtyku zaczyna się wtedy, kiedy dla innych zwykle się już kończy – pod koniec września. Marta jest tłumaczem z kilku języków. Najlepiej jednak dogaduje się z czworonogami. W wolnym czasie prowadzi Fundację „Zwierzochron” i pomagam psom z problemami emocjonalnymi.

Dlaczego na Waszą pierwsza wyprawę wybraliście akurat Rumunię? A nie Ukrainę, Albanię czy Macedonię…

Marta i Adam: W Rumunii nigdy nie jeszcze nie byliśmy. Ale zdecydował przypadek. Już od pewnego czasu zastanawialiśmy nad dłuższym wyjazdem off-roadowym. W listopadzie ubiegłego roku na targach OffRoad Show Poland Wojtek Bednarczyk z Polskiego Offroadu pokazał nam kalendarium imprez na 2018 rok, wśród których był wyjazd majowy do Rumuni. Przegadaliśmy wszystkie „za” i „przeciw”. W grudniu wysłaliśmy zgłoszenie. Przekonała nas konwencja „bez pośpiechu”. Zastanawialiśmy się też nad też wyprawą Budapeszt-Bamako. Ale uznaliśmy, że to zbyt odważne jak na pierwszy wyjazd.

Bożenka i Kali: „Moja pierwsza wyprawa” – to w naszym przypadku trochę chybione. W ciągu 9 miesięcy żyliśmy w 3 różnych autach, na kilku kontynentach. W aucie mieszkaliśmy, spaliśmy, jedliśmy, gotowaliśmy… Zrobiliśmy przy tym prawie 50 000 km (W samej Australii przejechaliśmy autem 16 500 km, a w USA 14 500 km) Ale to prawda, że wyjazd na majówkę do Rumunii jest naszą pierwsza zagraniczną wyprawą off-roadową. Traktujemy ją tak, jak inni wczasy w hotelu all inclusive. Wyjazd organizują Podróże4x4. Liczymy, że wszystko, o co sami zawsze musieliśmy zadbać, będziemy mieli przygotowane przez organizatora. To dla nas luksus. Nie musimy szukać legalnego noclegu „na dziko”, miejsca do ugotowania, pozmywania, umycia się… Jedziemy za kimś autem. Ktoś za nas pilnuje drogi, zapewnia bezpieczeństwo, itd. Taka wycieczka to dla nas relaks. Dlatego, tym razem zdecydowaliśmy się na taka formę wyjazdu. Po miesiącach podróży na własna rękę, chcemy wreszcie odpocząć. Oczywiście jesteśmy bardzo podekscytowani wyjazdem w rumuńskie Karpaty…

Dużo będzie off-roadu?

Marta i Adam: „Część trasy biegnie przez tereny, gdzie poziom trudności i niebezpieczeństwa znacznie wykracza poza standardy, z którymi mają do czynienia zwykli użytkownicy dróg, a nawet załogi doświadczone i przygotowane do off-roadu, w szczególności przy złej pogodzie.” Tak napisał organizator. Jak będzie lajtowo, będziemy jechali według roadbooka. A jak nie ? to sznurkiem w kolumnie za Wojtkiem.

Bożenka i Kali: Nie jesteśmy fanami zakopywania się „po pas” i wyciągania z błota. Mamy więc nadzieję, że bardzo trudnego terenu nie będzie. Tak zapewniał nas organizator. Liczymy za to na przejazdy przez miejsca atrakcyjne widokowo, do których nie dostalibyśmy się zwykłym samochodem osobowym.

Śpicie pod dachem czy na biwaku?

Bożenka i Kali: Uwielbiamy budzić się codziennie z innym widokiem. W aucie mamy zabudowę z miejscem do spania. Teraz to nasz dom wyprawowy… Celowo zrezygnowaliśmy z możliwości spania w hotelach podczas tego wyjazdu. Mamy nadzieje, że organizator wybierze jakieś fajne dzikie miejsca na biwaki, bo w takich czujemy wolność. Miejsca na bezpieczne i, co ważne, na legalne obozowanie. Najbardziej chcemy takich chwil i miejsc, w których będziemy mogli obcować z naturą, wieczorów przy ognisku pod gwiazdami. Tam, gdzie w oddali słychać tylko odgłosy przyrody. Gdzie będziemy czuć zapach lasu.

Marta i Adam: Grupa jest podzielona na noclegi pod dachem i biwak. Wybraliśmy „opcję numer 3”, czyli noclegi do wyboru podczas wyprawy. Wolelibyśmy nocleg pod dachem, ale organizator już jakiś czas temu informował, że nie przyjmuje już zapisów z opcją „wszystkie noclegi pod dachem”. Czyli mimo szczerych chęci, nie będzie dachu, pod który da się wejść, by zanocować. Oprócz dachu w samochodzie… Dosłownie – kilka dni temu zrobiliśmy w Disco zabudowę.

„Opcja numer 3” – czyli bierzecie cały sprzęt biwakowy, ale nie musicie go wyciągać z auta? Dużo sprzętu zabieracie? Ile kilogramów?

Marta i Adam: Ciężkie będą pewnie szpeje i narzędzia. Reszta jest lekka. Nie sadzę byśmy mieli za dużo do zabrania. Namiot, materace, śpiwory, stolik, krzesełka. Kilka par ubrań na zmianę. TV ani mikrofalówki nie zabieramy. Nasze dwa psy zostają na majówkę w hotelu. A to 70 kilogramów!

Bożenka i Kali: Podróż dookoła świata pokazała nam, że w drogę trzeba brać tylko rzeczy niezbędne. Nie chcemy luksusów na takich wyjazdach, więc ograniczamy się do minimum.

A ekstrawagancje? Gadżety? Uprzyjemniacze? Nowości do testowania?

Marta i Adam: Tylko czajnik survivalowy.

Bożenka i Kali: Prysznic turystyczny jest nowym gadżetem do przetestowania i sporym luksusem, nie mieliśmy go wcześniej. Kawiarka. Samopompujące się pufy. Nasze kręgosłupy będą mogły na nich odpocząć po wielu kilometrach jazdy samochodem. Kliny do poziomowania – wcześniej używaliśmy kamieni. Lampeczki choinkowe, które powiesiliśmy pod sufitem. Lampki i kolorowe zasłonki dają fajny klimat, kiedy zasypiamy w aucie. No i sprawdziły się już w naszych wcześniejszych autach wyprawowych.

A sprzęt do off-roadu?

Marta i Adam: Auto ma wyciągarkę. Bierzemy taśmy: 3 i 20 metrów, 3 szekle, kinetyk, hi-lift, kompresor elektryczny. Zapasowe koło z oponą terenową, taką jak na osiach. Kalosze, wodery, kanister z paliwem. Zblocze, rękawice, saperka, toporek, nóż…

Bożenka i Kali: Nasze szpeje to liny, szekle, maczeta z piłką, łopata. Tylko podstawowe rzeczy, bo wyjazd jest krótki i lajtowy.

Auta sprawdzone, gotowe do długiej drogi?

Marta i Adam: Dyskoteka jest świeżo po przeglądzie. Wyszło parę problemów, ale już wszystko jest naprawione. Oczywiście mam obawy, że coś może się zepsuć, w końcu auto ma prawie 17 lat. Części nie biorę. Tylko narzędzia i drobiazgi: taśmę izolacyjną, jakieś kable, power tape. W końcu będziemy jechać przez środek Europy. Jak coś będzie się działo, to liczę na lokalne warsztaty. Wykupiliśmy dobre assistance na całą Europę.

Bożenka i Kali: Toyotę dzisiaj odebrałem od mechanika, który wymienił elementy eksploatacyjne zawieszenia, oleje i filtry. Na zapas bierzemy tylko filtr paliwa i filtr powietrza.

Nastawiacie się na turystykę? Co mogłoby Was najbardziej zainteresować po drodze? Jakiego rodzaju wrażeń się spodziewacie?

Marta i Adam: Trochę puszczamy się na żywioł. Po drodze będziemy na bieżąco sprawdzać w internecie, czy w okolicy jest coś ciekawego. W tym zakresie liczymy na organizatora. Interesują nas szczególnie przyroda, ciekawostki, ludzie i ich zwyczaje, Trochę historia i zabytki… Ale nie nastawiamy się na nic konkretnego. I oczywiście lokalna kuchnia! Jagnięcina (to Adam, bo Marta jest wegetarianką), górskie sery, ryby z potoków i wino!

Bożenka i Kali: Oczywiście czytaliśmy program organizatora i nawet wydrukowaliśmy sobie mapki, bo taki mamy nawyk z poprzednich wyjazdów. Ale tym razem nie analizowaliśmy atrakcji zbyt wnikliwie, gdyż idea tego wyjazdu jest taka, że chcemy odpocząć od logistyki i organizacji. Nie myślimy o punktach, które chcemy odhaczyć. Poza tym lubimy niespodzianki. Wiemy, że Maramuresz to piękny rejon, dzika natura… Ten mały kawałek Rumunii, który zobaczymy podczas majówki, traktujemy jako element zaskoczenia. Przyjemność sprawia nam przede wszystkim obcowanie z dziką naturą i przebywanie w miejscach daleko od dużego hałaśliwego miasta. Smaki, zapachy, widoki, klimaty – tak jak najbardziej! Zawsze staramy się skosztować produktów charakterystycznych dla rejonu, w którym jesteśmy. Zapachy, widoki i klimat natury jest czymś, co pozwala nam złapać ten przyjemny oddech… W każdym miejscu, do którego jeździmy interesuje nas też prawdziwe życie lokalsów. Wystarczy zatrzymać się na chwile, usiąść na ławeczce i obserwować. Czasami to naprawdę wystarczy.

Być może będziecie poruszali się w konwojach, po kilkanaście samochodów. To może być uciążliwe, jak korek na autostradzie… Samo tankowanie takiej grupy może zabrać ponad godzinę!

Marta i Adam: Nasza ekipa będzie liczyła 18-20 aut, ale myślę, że nie będzie problemu. Na włóczęgach po Mazowszu zdarza się, że jest 18 aut. I jakoś to idzie… A przy dłuższych przelotach to się nawet bardzo rozciąga.

Bożenka i Kali: Podróżujemy według australijskiej zasady: „no worries mate”, wiec dłuższe tankowanie pojazdów, zatrzymywanie się z powodu jakiegoś innego uczestnika, nie jest dla nas kłopotliwe. To niewielka cena za to, że tym razem mamy ogarnięta przez kogoś innego logistykę w klimacie, który kochamy czyli „na dziko” i nie musimy się martwić o wiele spraw organizacyjnych. Myślimy tak: oszczędzamy czas, bo kiedy sami jeździmy, to wiele godzin poświęcamy na planowanie. A tutaj mamy podane wszystko, jak na dłoni. A że trzeba poczekać? Zawsze można wtedy rozprostować nogi. Nigdzie się nie spieszymy. Nie mamy spiny i chcemy się wyluzować. Liczymy się z tym, że mogą być sytuacje, w których zablokują nas inne auta z powodu awarii, zakopania się itp., ale to jest nieodłączna cześć off-roadowej przygody. Integracja uczestników w takich kryzysowych momentach jest super sprawą.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmiawiał Piotr Strzałkowski

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress